` Wszyscy jesteśmy samobójcami `
I znów ten cholerny ból głowy. Z każdym krokiem czuła, że jej mózg staje
się coraz cięższy, jakby ważył grubo ponad tonę. Nerwowo poprawiając
rzemyki na ręce, weszła przez próg drzwi do przytułku dla obłąkanych
zwanego jej domem. Nie rozglądała się wokół, byle jak zrzuciła buty ze
stóp, bez powodzenia usiłowała powiesić kurtkę na wieszaku i poszła
prosto do swojej sypialni. Rodziców nie było w domu, zresztą jak zwykle.
Ostatnio często dopadały ją myśli, że najchętniej całą dobę
przeleżałaby w łóżku. Kochała je. I była pewna, że ono również ją kocha.
To takie żałosne, że łóżko to jedyny obiekt, który kocha ze
wzajemnością. Jej rodzice w sumie się nią nie interesowali. Najbardziej
interesowali ich oni sami i ich ukochany kot. To również strasznie
żałosne, ale była zazdrosna o zwierzę. W końcu to tego kota jej rodzice
nosili na rękach, szeptali mu czułe słówka, a nie własnej córce. Przez
te myśli jeszcze intensywniej zaczęła ją boleć głowa, więc pobiegła po
jakieś tabletki. Apap, ibum, acodin? Te dwa pierwsze pudełka były jej
bardzo znane i trochę już nudne, więc stwierdziła, że skoro ich już tyle
się nałykała, to tym razem spróbuje czegoś innego, a że te trzecie
leżały obok tabletek przeciwbólowych, to pewnie i one takie są. Tak
cholernie boli mnie głowa! Muszę ich wziąć raczej dużo, ze trzy będą w
sam raz. Łyknęła je szybko i od razu wskoczyła do łóżka. Jej myśli
zaczęły pomału odpływać, znalazła się w innym wymiarze. Nagle ujrzała
kogoś kątem oka. Zaczęła zachowywać się jak zwierzę, biegała za tym
"kimś", kogo tak naprawdę nie było. Zmęczona gonitwą, rozpłakała się.
Płakała, bo życie było takie do dupy. Bo głowa nadal bolała. Bo rodzice
wolą kota. Bo zaczyna widzieć rzeczy, których nie ma. Po tym dziwnym
wydarzeniu poszła sprawdzić Facebooka i inne portale. Pomyślała, że może
przeczyta coś o tym acodinie, bo tak naprawdę sama nie wiedziała, co
pakuje do swojego organizmu. Działania odurzające? O cholera. Ale w
sumie?! Jeśliby codziennie tak je łykać wszystko byłoby tak nierealne, a
przy tym lepsze. Realizm nigdy nie jest dobry. Na pewno nie lepszy niż
świat nierzeczywisty. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyła, że jest
już tak późno. Każdego wieczora stawała przed pojedynkiem z myślami. Nie
wiedziała czy się modlić. Bóg to cham i niesprawiedliwość w całej
swojej okazałości. Z drugiej strony mogła myśleć, że jeśli się pomodli
to Bóg w jakiś sposób odmieni jej bezsensowne życie. W końcu wymusiła z
siebie jedynie znak krzyża i zasnęła.
Nazajutrz w szkole od razu uderzył ją nadmiar wszystkiego. Koleżanki drą się do niej, żeby dała odpisać zadanie, ktoś inny pyta czy mają dziś jakieś zastępstwa, nauczyciele proszą, by coś zrobiła. Miała wielu znajomych, ale i tak czuła się cholernie samotna. Właśnie tacy ludzie są najbardziej samotni. Jednak to wszystko było jej już obojętne, chciała już po prostu pójść spać. Gdy wróciła do domu, zaskoczyły ją otwarte drzwi. "Mamo? Tato?"- krzyknęła. Weszła szybko do kuchni, licząc na choć odrobinę zainteresowania z ich strony. Jednak rozmawiali o czymś tak zawzięcie, że oczywiście jej nie zauważyli. "Wiecie co? Mam was cholera dosyć!"- ryknęła z płaczem. Wtedy jej matka i ojciec popatrzyli po sobie i zaczęli ją pocieszać, że mają ważne sprawy, że to, że tamto, ale bardzo ją kochają i musi ich zrozumieć. Ona jednak nie zwracała na to uwagi. Zawsze te same słowa, to samo wytłumaczenie. Poszła do łazienki. Pudełko żyletek... Ludzie, którzy się samookaleczają są nieźle chorzy. Nie mogła się uspokoić, wciąż płakała i właśnie w takim stanie wyjęła żyletkę i mocno ją przyciskając, pionowo pociągnęła nią w dół. Zrobiło jej się lekko słabo, trysnęła krew. Jednak zrobiła to jeszcze raz na tej samej ręce. Na drugiej też, 3 razy.
Obudziła się w swoim łóżku, tym, które ją zawsze kochało. Obok biegał kot, jej konkurent o względy u rodziców. Nagle wbiegł jej ojciec z twarzą, której biel mogła się równać z odcieniem skóry nieboszczyka. Usiadł na łóżku i wyciągnął coś z kieszeni. Usłyszała huk.
Wszyscy jesteśmy samobójcami.
Nazajutrz w szkole od razu uderzył ją nadmiar wszystkiego. Koleżanki drą się do niej, żeby dała odpisać zadanie, ktoś inny pyta czy mają dziś jakieś zastępstwa, nauczyciele proszą, by coś zrobiła. Miała wielu znajomych, ale i tak czuła się cholernie samotna. Właśnie tacy ludzie są najbardziej samotni. Jednak to wszystko było jej już obojętne, chciała już po prostu pójść spać. Gdy wróciła do domu, zaskoczyły ją otwarte drzwi. "Mamo? Tato?"- krzyknęła. Weszła szybko do kuchni, licząc na choć odrobinę zainteresowania z ich strony. Jednak rozmawiali o czymś tak zawzięcie, że oczywiście jej nie zauważyli. "Wiecie co? Mam was cholera dosyć!"- ryknęła z płaczem. Wtedy jej matka i ojciec popatrzyli po sobie i zaczęli ją pocieszać, że mają ważne sprawy, że to, że tamto, ale bardzo ją kochają i musi ich zrozumieć. Ona jednak nie zwracała na to uwagi. Zawsze te same słowa, to samo wytłumaczenie. Poszła do łazienki. Pudełko żyletek... Ludzie, którzy się samookaleczają są nieźle chorzy. Nie mogła się uspokoić, wciąż płakała i właśnie w takim stanie wyjęła żyletkę i mocno ją przyciskając, pionowo pociągnęła nią w dół. Zrobiło jej się lekko słabo, trysnęła krew. Jednak zrobiła to jeszcze raz na tej samej ręce. Na drugiej też, 3 razy.
Obudziła się w swoim łóżku, tym, które ją zawsze kochało. Obok biegał kot, jej konkurent o względy u rodziców. Nagle wbiegł jej ojciec z twarzą, której biel mogła się równać z odcieniem skóry nieboszczyka. Usiadł na łóżku i wyciągnął coś z kieszeni. Usłyszała huk.
Wszyscy jesteśmy samobójcami.
Spodobało wam się? Zapraszam na stronę: http://notlurking.com/3o9U i życzę miłego czytania <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz